Dublin weekendowo.

No może nie całkiem weekendowo. Przyjechałem w odwiedziny na tydzień. Miał być czas na rozmyślania. Miał być czas na rodzinę. No i miał być czas na mecz ich kadry. Prawie wszystko wyszło oprócz tego, że na mecz nie dojechałem bo musiałem się zająć swoją młodsza siostra pod nieobecność innych domowników.

Co nie udało się trzy dni temu może uda się dziś. Chciałem kombinować bilety na mecz Walia – Irlandia ale chyba zobaczę sobie go w pobliskim pubie. No cóż przynajmniej zobaczę jak to cieszą się Irlandczycy z awansu na mundial. Choć jak miałbym obstawiać (i właśnie tak zrobię) postawił bym na remis albo zwycięstwo Walii chociaż grają bez Bala.

Dziś po dwóch dniach udało mi się dotrzeć na Avive chociaż niestety nie do środka (zdjęcia ze środka mam bo byłem w zeszłym roku). Chciałem jeszcze odwiedzić ich były stadion narodowy bo też dosyć ciekawy obiekt ale to już może przy kolejnej wizycie.

Lubie wszędzie chodzić na pieszo więc po drodze też parę zdjęć z Dublina. Podoba mi się tutaj, dbałość o zachowanie tradycji. Na każdym kroku widać zachowane stare budownictwo mimo wpływu nowoczesnej architektury.

Dorzucę jeszcze parę zdjęć z Celbridge, miasta w którym Guinnessa stworzył swoje pierwsze piwo, które do dzisiaj znane jest na całym świecie.

Jeden z pubów w centurm miasta.

Centrum miasta, połączenie tradycji z nowoczesnością.

Pamiątka z Aviva Stadium musi być.

No i sama Aviva.

Chyba jakiś skuter wodny.

Sztuka uliczna.

Siostra i jakiś Pan.

Park w Celbridge.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.